Podoba ci się nasz podcast? Dołącz do grona naszych Patronów!

IGŁY. Historie ukryte w czasie.

Kto w dzieciństwie nie marzył o odkopaniu prawdziwego skarbu w piaskownicy, niech pierwszy rzuci łopatką. Dziś to marzenie realizują dorośli z całego świata, za pomocą wykrywaczy metalu. Hobby to staje się coraz bardziej popularne, a ja opowiem wam o nim nieco więcej.

iStock.com/South_agency

Trochę historii wykrywaczy metali

Choć pierwsze prototypy wykrywaczy metalu pojawiały się już pod koniec XIX wieku, to urządzenie w kształcie, który znamy dzisiaj, jest zasługą… polskich inżynierów. W dwudziestoleciu międzywojennym Departament Artylerii zlecił im opracowanie wynalazku do wykrywania min, coraz bardziej popularnych na frontach. Wybuch II wojny światowej nieco pokrzyżował odkrywcom plany, lecz w 1941 roku porucznik Józef Kosacki oraz plutonowy Andrzej Garboś ostatecznie stworzyli prototyp. Mógł być on obsługiwany przez jedną osobę i ważył niewiele jak na tamte czasy – 14 kilogramów. Polacy nigdy nie opatentowali swojego dzieła, dzięki czemu alianci zaczęli produkować wykrywacze metali w setkach tysięcy egzemplarzy, a za granicą nadal funkcjonuje nazwa „polish mine detector”. Dziś oprócz poszukiwania niewybuchów wykrywaczy metali używa się do lokalizowania skarbów oraz podczas prac archeologicznych.

Co na to prawo?

Mam dobrą i złą wiadomość. Dobra jest taka, że w tym roku Sejm pracuje nad ustawą, która w końcu ureguluje poszukiwania za pomocą wykrywaczy. Do tej pory legalnie można było przeszukiwać wyłącznie plaże w pasie nadmorskim. Inne miejsca wymagały przebicia się przez biurokratyczną ścianę nie do przejścia zahaczającą o zgodę właściciela terenu, konserwatora zabytków i uzyskanie słynnego papieru A38 z dwunastu prac Asterixa.

Ustawa przewiduje, że ma powstać aplikacja dla poszukiwaczy, która ujednolici procedury, a za odkopane artefakty znalazca (w końcu) będzie mógł otrzymać nagrodę w wysokości nawet trzydziestu średnich pensji. Jak to wyjdzie w praktyce? Pożyjemy, zobaczymy.

Zła wiadomość? Za nielegalne poszukiwania może grozić nawet więzienie, a mandaty mają być wyższe. Powinieneś bowiem wiedzieć, że wszystko, co leży zakopane w ziemi, nawet na twoim podwórku, jest własnością państwa. Dlatego pasjonaci historii musieli kryć się ze swoim hobby, rzucając sprzęt w krzaki za każdym razem, gdy słyszeli nadjeżdżający samochód, a znalezione fanty zostawiali na parapetach muzeum, aby nie mieć problemów z prawem.

Sam byłem na kilku wyprawach w poszukiwaniu skarbów i muszę przyznać, że to świetna zabawa, ale wolałbym to robić bez dodatkowego dreszczyku emocji w postaci ryzyka spędzenia nocy w pierdlu. Na szczęście zmiany idą ku lepszemu i z nadzieją patrzę w przyszłość.

Jak działa wykrywacz metali i jaki model wybrać?

Mówiąc najprościej, urządzenie to wysyła falę elektromagnetyczną i odczytuje jej odbicie od obiektu. Każdy z nich ma bowiem inne właściwości, w zależności od składu i rozmiaru. Nowoczesne detektory mają proste w obsłudze menu, które pozwala wybrać interesujący nas zakres poszukiwanych materiałów, a nawet dostosować je do rodzaju gleby. Sercem każdego wykrywacza metali jest cewka, czyli talerz u dołu, który wysyła fale elektromagnetyczne. Im większa, tym lepsza, ponieważ skróci czas poszukiwań, obejmie większy teren oraz wykryje skarby położone głębiej. Interesujące nas przedmioty, czyli łusek po nabojach, monet i biżuterii, leżą zwykle na głębokości ok. 20 centymetrów. Jeśli gdzieś czeka na ciebie cała skrzynia złotych dublonów, będzie zakopana głębiej i będziesz musiał się napocić, aby ją wykopać.

Wiodącymi firmami produkującymi wykrywacze są amerykański Garret – idealny dla początkujących, turecka Nokta i polski Rutus, choć ten ostatni jest przeznaczony raczej dla ludzi, którzy przewalili niejedną hałdę ziemi, ponieważ modele tej marki trzeba dostrajać samemu.

Jeśli kiedykolwiek marzyłeś o odnalezieniu skarbu, nawet jeśli miałby być to grosz pruski z 1910 roku lub guzik od hitlerowskiego munduru, gorąco do tego zachęcam. Istnieją firmy wypożyczające wykrywacze metali, możesz więc bez trudu sprawdzić, czy to hobby jest dla ciebie. Pamiętaj jednak, aby w każdym miejscu pozostawić po sobie porządek!

Sprawdź również: Ginące zawody w Polsce. Jak wspierać współczesnych rzemieślników?


Adam Kamiński

Dziennikarz

Dusza anarchisty ściera się w nim z romantycznym sercem. Wzrusza się nad twórczością klasyków literatury – Tołstoja, Steinbecka czy Remarque’a. Miłośnik samotnych wypraw na szlak i biwakowania.

About Adam Kamiński

Adam Kamiński

Dusza anarchisty ściera się w nim z romantycznym sercem. Wzrusza się nad twórczością klasyków literatury - Tołstoja, Steinbecka czy Remarque'a. Miłośnik samotnych wypraw na szlak i biwakowania.
Previous post
Next post
Powiązane posty