Podoba ci się nasz podcast? Dołącz do grona naszych Patronów!

IGŁY. Historie ukryte w czasie.

post-header

Anna Louise Christine Masłocha (z domu Mogensen) urodziła się w 1921 r. w polskiej wsi Klucze. Od 1918 roku jej ojciec był inżynierem cementowni w Jaroszowcu. Wcześniej pracował w Danii. Trzy lata po przeniesieniu do Małopolski, urodziła się jego jedyna córka, którą nazywał Lone.

Posłuchaj również na:

Wyprowadzka do Danii

Fabrykę cementu w Jaroszowcu dotknęły konsekwencje światowego kryzysu, w rezultacie których placówka upadła. W 1936 r. Mogensenowie musieli zatem powrócić do Danii. Anna miała wówczas 15 lat i władała językiem polskim oraz niemieckim, jednocześnie słabo radząc sobie z duńskim. Ten fakt, a także ogromne przywiązanie do Polski, nie ułatwiły jej adaptacji do nowego środowiska.

Lone na miejscu uczęszczała do szkoły z internatem. W tym czasie zaczęła interesować się fotografią. Tę pasję pomogła rozwijać jej duńska fotografka rodziny królewskiej – Rigmor Mydskov.

Wybuch II wojny światowej – działania Lone

Po wybuchu II wojny światowej i zajęciu Danii przez Niemcy, Anna bez dłuższego namysłu zdecydowała się związać z duńskimi organizacjami konspiracyjnymi. Zajęła się przemycaniem broni, tajnych materiałów i informacji do Szwecji.

Żydzi mieszkający w Danii byli wspierani przez duńskie społeczeństwo. Najbogatsi Duńczycy sfinansowali ich ucieczkę przed zagładą. Na zdjęciu: łódź rybacka transportująca Żydów z Falster do szwedzkiego Ystad jesienią 1943 r.
Żydzi mieszkający w Danii byli wspierani przez duńskie społeczeństwo. Najbogatsi Duńczycy sfinansowali ich ucieczkę przed zagładą. Na zdjęciu: łódź rybacka transportująca Żydów z Falster do szwedzkiego Ystad jesienią 1943 r. Fot. The Museum of Danish Resistance

Jednym z jej ważniejszych działań był przerzut przez duńsko-szwedzką granicę ludności żydowskiej, która była zagrożona deportacją do obozów koncentracyjnych. Tego typu akcje wywoływały furię w hitlerowskim aparacie bezpieczeństwa.

Poznanie Lucjana Masłochy

Pracując dla konspiracyjnej organizacji „Holger Danske”, Lone poznała wyjątkowego mężczyznę. Lucjan Masłocha był oficerem Wojska Polskiego, zaangażowanym w antyhitlerowski ruch oporu. W 1943 r. przejął dowództwo „Felicji”, polskiej siatki wywiadowczej, działającej na terenie Danii. Był starszy od Anny o 9 lat i niższy o 15 centymetrów. Zaimponował jej jednak swoim zdecydowaniem i inteligencją.

Anna i Lucjan łączą siły w walce

Mogensen i Masłochę połączyła zarówno miłość, jak i determinacja w walce z najeźdźcą. 23-letnia Anna pod pseudonimem „Lone” zdobyła i przekazała aliantom niezwykle istotne informacje, dotyczące planów umocnień niemieckiego Wału Atlantyckiego, dzięki którym późniejsza operacja „Overlord” zakończyła się porażką hitlerowców. W 1944 r. podczas lądowania aliantów w Normandii, była obecna na miejscu jako fotoreporterka.

Masłocha z kolei, pod pseudonimem „Mały”, dzięki kontaktom ukochanej, zorganizował centralę siatki wywiadowczej w zakonspirowanej willi na przedmieściach Kopenhagi. Wciąż werbował nowych agentów i koordynował dostarczanie cennych informacji do Londynu.

Ślub i upadek duńskiej konspiracji

Wielka konspiracyjna miłość została przypieczętowana w sylwestrowy wieczór 1944 r. „Lone” i „Mały” pobrali się, a ceremonii towarzyszyła skromna uroczystość.

Anna i Lucjan nie zdawali sobie sprawy z tego, że w ostatnim czasie Gestapo, rozwścieczone działaniami duńskiego ruchu oporu, za punkt honoru postawiło sobie namierzenie wszystkich jego członków.

Tragiczny koniec konspiracyjnej miłości

Gestapo po zdemaskowaniu kolejnych agentów duńskiego podziemia, dotarło również do małżeństwa Masłochów. 3 stycznia 1945 r., gdy ci ukrywali się w kopenhaskiej willi, do środka wdarli się SS-manni. Było ich zbyt wielu. Młode małżeństwo nie miało szans się obronić.

Anna i Lucjan nie poddali się bez walki i zginęli bohaterską śmiercią. Ich małżeństwo trwało zaledwie trzy dni. W 1945 r. Anna Mogensen została pośmiertnie odznaczona Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari.

[00:24] Anna: Szósty czerwca 1944 roku był trudnym dniem. Zimny, wietrzny, deszczowy. O 7.35 rano zbliżałam się̨ na łodzi desantowej do plaży „Gold” razem z Batalionem Królewskich Saperów. Brytyjczycy, zgodnie z planem, przystępowali do operacji „Overlord” godzinę̨ po Amerykanach, którzy ponosili właśnie ciężkie straty na plaży „Omaha”.

Silny wiatr, deszcz, wysoka normandzka fala – powodowały, że wielu chłopaków cierpiało na chorobę̨ morską. Płynęliśmy z maksymalną prędkością̨. W oddali widziałam szereg pięknych, kolorowych willi stojących na francuskim nabrzeżu. Część́ z nich płonęła. Po ogłuszającym ostrzale z „Belfastu” zapadła cisza. Trzęsącymi się̨ rękami ustawiłam w aparacie przesłonę̨ i czas. „Ciemnawo” – pomyślałam. W tym momencie usłyszałam potworny zgrzyt. Stanęliśmy.  Rampa zaczęła opadać i dziesiątki brytyjskich żołnierzy wysypało się w pośpiechu na francuską plażę, jakby całe życie czekali tylko na ten moment. Chroniłam aparat, starałam się nie przewrócić, to mógłby być koniec.

Rodzina Anny przenosi się z Danii do Polski

[01:56] Anna: Przez piętnaście lat życia moją ojczyzną była Polska. Urodziłam się w maleńkich Kluczach, kilkadziesiąt kilometrów od Krakowa. Mój ojciec, Knud Peder, był nie tylko zdolnym inżynierem, lecz także człowiekiem ciekawym świata. Dlatego kiedy w 1918 roku dostał propozycję objęcia dyrektorskiego stanowiska w cementowni w Jaroszowcu, nie wahał się długo i opuścił rodzinną Danię wraz ze swoją ciężarną żoną.

Owszem, fabryka w Aalborgu, którą przez lata kierował, była stabilna, sprawnie zarządzana i wydajna. Jednak cementownia w Polsce oznaczała konieczność́ podjęcia pracy u podstaw, stworzenia czegoś niemal od zera.  Właśnie ta możliwość – w dźwigającym się po latach nieobecności na mapie dzielnym kraju, to było dla mojego ojca prawdziwe wyzwanie. Pasjonujące, odpowiadające jego idealistycznemu podejściu do świata. Odziedziczyłam po nim tę cechę̨.

[03:00] Duńskiego zaczęłam uczyć się po naszym powrocie do Kopenhagi, w 1936 roku. Dwie godziny nad książkami, a potem pędem na zajęcia do Rigmora Mydskowa, osobistego fotografa rodziny królewskiej, u którego pobierałam lekcje fotografii. Zakochałam się w niej bez pamięci. Przyswajałam wszystko. Pasjonowała mnie dynamiczna fotografia. Uczyłam się zmieniania obiektywu na leżąco, w chodzie a nawet w biegu. Miało się to przydać…

Wstąpienie do „Felicji” i pierwsze zadanie

[03:45] Anna: Kiedy w 1940 roku kolumny Niemieckie maszerowały przez główną ulicę Kopenhagi, stałam w milczącym tłumie i nie potrafiłam podnieść do oka wiszącego na szyi aparatu. Wstąpienie do „Felicji” – polskiej organizacji konspiracyjnej, było dla mnie czymś tak naturalnym jak oddychanie. Po prostu podczas jednego ze spotkań grupy skupionej wokół poselstwa RP, ktoś wyznaczył mi pierwsze zadanie.

[04:15] Zwierzchnik: Lone, pojedziesz pociągiem nad cieśninę Sund. Znajdź sobie jakieś miejsce na nabrzeżu, nie musisz się specjalnie kamuflować. Ale weź dużo prowiantu. Chcemy przesłać do Londynu mikrofilmy twoich zdjęć przestawiające ruch niemieckich okrętów w cieśninie. U-boty można naturalnie sfotografować tylko za dnia i w wynurzeniu, ale to co się da, chcemy mieć na twoich fotografiach.

Związek „Felicji” z duńskim ruchem oporu „Holger Danske”

[04:41] Anna: I tak to wyglądało na początku. Wielki zapał, mała przydatność wywiadowcza. Dania była na uboczu wielkiej wojny. W 1940 roku wszystkich interesowały Norwegia, Francja a później Bitwa o Anglię. Setki brytyjskich myśliwców zrywało się każdego dnia by bronić wolnego świata, a ja siedziałam na nabrzeżu, jadłam kanapki i czekałam aż przepłynie Niemiecki okręt. Gestapo się nami nie interesowało, polski rząd w Londynie – też nie. 

Już niedługo wszystko to miało się zmienić. Zaważył na tym silny związek „Felicji” z duńskim ruchem oporu „Holger Danske”. Ci bojownicy za główny cel postawili sobie tropienie i likwidowanie duńskich kolaborantów.  Zdrajcy ginęli gwałtowną śmiercią z ręki dwóch młodziutkich, pełnych zapału Egzekutorów: Benta Hviida, zwanego Płomieniem oraz

Jorgena Schmith’a, ps. Cytryna. Spotykaliśmy się czasami w tajnych kopenhaskich lokalach. Uściski dłoni, papierosy, trochę alkoholu i dużo słów.

[05:55] Płomień: Zawsze, kiedy z Cytrynką przystawiamy pistolety do czaszek i pociągamy za spust, myślimy o tym, że zabijamy nazistę̨, nie człowieka. Na akcje jeździmy niepozornym starym renault. Kogo zdejmujemy? Przedstawicieli kolaborującej policji Hipo, członków duńskiego SS – Schalburg Corps oraz redaktorów prasy propagującej treści nazistowskie. Wyciągam z kieszeni płaszcza niemieckiego Lugera; wiem, w jakiej odległości muszę stanąć, by nie zostać́ obryzganym krwią̨. Mogłoby to doprowadzić́ do wpadki po wyjściu z lokalu. Wracam do samochodu szybkim krokiem, ale nigdy biegiem. „Płomień” już czeka z nogą na sprzęgle.

Gestapo zaczyna tropić członków ruchu oporu

[06:41] Anna: Ci roześmiani młodzieńcy, widzący życie wyłącznie w odcieniach czerni i bieli, nie poprzestali na zabijaniu duńskich zdrajców, ale zaczęli strzelać do Niemców. Obrali sobie za cel SS Sturbannführera Rolfa Günthera, człowieka przysłanego osobiście przez Adolfa Eichmanna. To on miał wdrożyć w Danii ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej.

Jeszcze nie sprzątnięto z ulicy ciał Płomienia i Cytryny, a już Gestapo prowadziło szeroko zakrojoną akcję wymierzoną we wszystkie organizacje konspiracyjne na terenie Danii. Chłopcom z bliskiej odległości przestrzelili głowy szybcy ochroniarze Günthera, których istnienia duńscy wojownicy niestety nie podejrzewali. Zdarzyło się to w chwili, w której Dania, nabierała ogromnego znaczenia strategicznego.

Anna poznaje nowego szefa „Felicji”, Lucjana Masłochę

[07:36] Anna: Tydzień wcześniej Londyn za wiedzą MI6, przysłał do nas nowego szefa – Lucjana Masłochę. Miał on podnieść jakość operacyjną Felicji i przygotować nas na nadchodzące zmiany.

[07:51] Lucjan: Lada miesiąc Anglicy i Amerykanie otworzą w Europie drugi front. Desant nastąpi w Pas de Calais lub w innym miejscu. Zakładamy, że znaczenie Danii wzrośnie skokowo po utracie przez Niemców francuskich portów. Zmuszeni będą operować w kierunku Atlantyku przez cieśninę Sund. Naturalnie, warto wypracować metody dywersji, ale także przeniknąć do stoczni i zakładów naprawczych ulokowanych na duńskim wybrzeżu. To one będą stanowić główne oparcie dla Kriegsmarine.

[08:23] Anna: Kim on jest? – myślałam podczas tej odprawy. Przyjechał, nie znał nikogo i wydawał polecenia. Miał nie więcej niż 165 cm wzrostu, rozmawiając ze mną patrzył więc do góry, bo ja, w płaskich butach, miałam 180. Niski do granic śmieszności. Nie da się jednak ukryć, że nadrabiał elokwencją, rzutkością, pewnością siebie, charyzmą. Siła jego osobowości przyciągała bez względu czy się tego chciało, czy nie. Szybko zdobył posłuch, szacunek; jak gdyby na przekór wyglądowi.

O przeszłości Lucjana Masłochy dowiedziałam się klika tygodni później, w znakomitej restauracji w centrum Kopenhagi. Wtedy właśnie, przy świecy i przekąskach usłyszałam o kampanii wrześniowej i bitwie nad Bzurą. Powiedział, że w czasie wojny wszystko dzieje się bardzo szybko i dotknął mojej dłoni w momencie, w którym do restauracji wszedł szybkim krokiem wysoki mężczyzna i bez słowa usiadł przy naszym stoliku.

Rozpoczęcie akcji deportacyjnej duńskich Żydów

[09:30] Agent Felicji: Tej lub następnej nocy rozpocznie się szybka akcja deportacyjna. Günther sprowadził siedem batalionów SS.Holger danske donosi o dziesiątkach ciężarówek jadących do Kopenhagi. Informacja o akcji pochodzi od przekupionego niemieckiego urzędnika spedycyjnego Georga Duckwitza. Najpierw duńscy Żydzi pojadą do Terezina, później do Auschwitz.

[09:56] Anna: W środku nocy, na kopenhaskim nabrzeżu, biegałam w eleganckiej sukience, w której dwie godziny wcześniej siedziałam w restauracji. Dyrygowałam, dawałam znaki podpływającym załogom. Usiłowałam tak rozsadzać ludzi w łodziach, żeby rodziny mogły płynąć razem. Pomagałam wrzucać walizki na duńskie kutry rybackie. Wszystkie, które dały radę bezpiecznie przepłynąć́ cieśninę̨ Sund. Mieliśmy 3 noce, 72 godziny, aby przerzucić wszystkich duńskich Żydów do neutralnej Szwecji.

Z sukienki, którą założyłam do restauracji, zostały tylko strzępy. Kiedy stanęłam w drzwiach konspiracyjnej willi, musiałam wyglądać jak żywy trup. Lucjan położył mnie spać w pokoju na piętrze, przykrył kołdrą i powiedział: „Udało się, wypłynęli wszyscy. Odpocznij”. Zasypiając, już wiedziałam co wydarzy się dalej.   

Lone zdobywa plany umocnień Wału Atlantyckiego

[11:12] Anna: Miłość, ta najsilniejsza, prawdziwa, nie podejmująca z rozumem żadnych negocjacji, pojawia się zwykle w najmniej sprzyjającym momencie. Odrywaliśmy się od siebie, aby ustalić moje kolejne zadania. Umieraliśmy z tęsknoty i niepokoju, kiedy ruszałam na akcję, nawet jeżeli, z pozoru, wydawała się w miarę bezpieczna.

Tak było kilka miesięcy przed lądowaniem w Normandii, kiedy Lucjan postawił przede mną zadanie: zbadać naocznie wszystkie pomysły Lisa Pustyni. Chodziło o dokładne plany umocnień Wału Atlantyckiego. Do opracowania tej linii obrony Hitler wyznaczył feldmarszałka Erwina Rommla. „Felicja” miała zbadać, jakie rozwiązania wybierze. Gdzie skupił główne jednostki – przy plażach Normandii czy może w Pas de Calais? Niemcy uznali, że największą przeszkodą do sforsowania dla aliantów będą plaże. Przesłałam więc do centrali dziesiątki rolek filmów przedstawiających zapory krzyżakowe, nazywane Bramami Belgijskimi. W najmniej umocnionych miejscach tworzyły tylko jedną linię.

Skromny ślub Anny i Lucjana

[12:42] Anna: Nasz ślub był bardzo skromny, zorganizowany naprędce, bo Lucjana w pierwszych dniach stycznia 1945 roku wzywała londyńska centrala. Pobraliśmy się w sylwestra, w małym drewnianym kościele świętego Ansgara na przedmieściach Kopenhagi, w obecności kilku członków „Felicji”. Nie było wesela, wypiliśmy w konspiracyjnym kręgu dwie butelki wina, życząc sobie udanego nowego roku. No i szczęśliwego wspólnego życia, które miało być przede mną i Luckiem. 

Pierwszą dobę małżeństwa spędziliśmy razem, nie wychodząc z centrali „Felicji”.

2 stycznia Lucjan spakował się i koło południa wyszedł z konspiracyjnego lokalu, by wyruszyć́ do Londynu. Ja zostałam i cieszyłam się swoim szczęściem. Zajęcia szpiegowskie można było odłożyć do powrotu męża. Czytałam książkę, piłam gorącą herbatę, siedząc w wygodnym fotelu. Tak właśnie wyobrażałam sobie miłość: jako niekończące się przeżywanie szczęścia, jak gdyby przez otwarte okno słońce rzucało nowe, silne światło na zwykłe przedmioty.

Zdrada agentów i śmierć w kryjówce

[13:53] Anna: Lucjan wrócił niespodziewanie rankiem następnego dnia. Niemcy zrobili nalot na port, podróż do Anglii nie wchodziła w grę. Kilka godzin później rozległo się pukanie do drzwi. Był wieczór, wkrótce miała minąć trzecia doba naszego małżeństwa. Ktoś użył ustalonego kodu „Felicji”: raz,dwa-raz,dwa-raz,dwa.

Byliśmy w pokoju na piętrze. Usłyszeliśmy, jak drzwi otwiera pełniący dyżur operator radiostacji. Padł strzał. Lucjan sięgnął po broń i stanął przy drzwiach naszej sypialni. To sprawiło, że nie zginął od razu. Ci, którzy wdarli się do centrali wywiadowczej, nie mieli zamiaru ryzykować́. Wiedzieli, że w pokoju na piętrze znajduje się dwójka szpiegów. Otworzyli ogień przez drzwi. Z dwóch lub trzech pistoletów maszynowych jednocześnie. Potem wrzucili kilka grantów. Lucjan miał broń, ale żadnych szans. Umarł niemal w tym samym momencie, co ja.

[15:10] Lektor:

Pokrzyżowanie planów wywózki Duńskich żydów, wywołało furię w hitlerowskim aparacie bezpieczeństwa. Zniszczenie polskiej Felicji stało się dla gestapo i kripo absolutnym priorytetem. Kryjówkę polskich szpiegów zdradził Niemcom tłumacz związany z Felicją: Arne Oskar Hammeken. Po wojnie został skazany przez sąd wolnej Danii na śmierć.

Ciała dwojga polskich agentów zostały znalezione w miejscu straceń duńskich działaczy ruchu oporu – w lesie Mindelunden. Pochował ich ten sam ksiądz, który niespełna miesiąc wcześniej udzielił im ślubu. Nabożeństwo żałobne odbyło się w kościele świętego Ansgara. Kilka miesięcy później rząd RP na uchodźstwie odznaczył pośmiertnie Annę „Lone” Mogensen-Masłochę orderem Virtuti Militari.


Podcast powstał na podstawie książki Marka Łuszczyny pod tytułem „Igły. Polskie agentki, które zmieniły historię” wydawnictwa Znak Horyzont.

Scenariusz: Marek Łuszczyna
Produkcja i reżyseria: Beata Roszkowska
Kierownik produkcji/redakcja: Edyta Ewiak
Realizacja: Bliskostudio.pl dla Instytutu Jagiellońskiego
Głos głównej bohaterki: Magdalena Uchaniuk
Głos męski/lektor: Maciej Jabłoński

About Izabela Kraszewska

Izabela Kraszewska

Redaktorka i studentka psychologii, której trudno żyje się bez książki z sagi (najlepiej fantasy) pod pachą. Jej hobby to poszukiwanie poetyckich tekstów we współczesnej muzyce. Zdrowy pracoholizm lubi przerywać spotkaniami towarzyskimi i grami, w których nie przegrywa.
Previous post
Next post
Powiązane posty