Podoba ci się nasz podcast? Dołącz do grona naszych Patronów!

IGŁY. Historie ukryte w czasie.

post-header

Elżbieta Zawacka urodziła się w 1909 r. w Toruniu. Miasto znajdowało się wówczas pod zaborem pruskim, więc młoda Elżbieta biegle znała język niemiecki. Po zakończeniu edukacji podstawowej, zdecydowała się na matematyczne studia w Poznaniu.

Posłuchaj też na:

Wojskowe początki Zawackiej

Po ukończeniu studiów, Zawacka pracowała jako nauczycielka. W międzyczasie spełniała się także jako instruktorka Przysposobienia Wojskowego Kobiet.

Gdy wybuchła II wojna światowa, Elżbieta była komendantką Rejonu Śląskiego PWK. Wraz z innymi żołnierzami Kobiecego Batalionu Pomocniczej Służby Wojskowej, walczyła w obronie Lwowa.

Organizacja ścieżek konspiracji

Zawacka miała naturalny dar organizacji i zarządzania. Świetnie wywiązywała się ze swoich obowiązków, gorliwie wypełniała kolejne zlecane jej zadania. Tworzyła nowe ścieżki komunikacji podziemia, poprzez werbowanie ludzi, tworzenie lokali konspiracyjnych i organizowanie punktów przerzutowych.

Szpiegowskie podróże Elżbiety

Od 1940 r. Elżbieta działała jako kurierka KG ZWZ-AK, pod pseudonimem „Zo”. Wielokrotnie przekraczając granicę, przenosiła meldunki, informacje i pieniądze, stając się legendą w środowisku kurierów okupowanej Europy.

Zakres jej wypraw poszerzył się, gdy w 1943 r. objęła rolę emisariuszki Komendanta Głównego AK. Celem Zawackiej był Londyn, do którego dotarła przez Niemcy, Francję, Andorę, Hiszpanię i Gibraltar.

Elżbieta Zawacka jako emisariuszka w Londynie

Zadaniem Elżbiety w Wielkiej Brytanii było usprawnienie łączności między polskim wywiadem a Londynem. Zawacka walczyła wówczas również o to, by przekonać Sztab Naczelnego Wodza do poprawy sytuacji polskich kobiet w wojsku. Niestety, dla ówczesnych władz był to temat poboczny, traktowany jak fanaberia.

Zawacka staje się cichociemną

Przełożeni nalegali na powrót Zawackiej do okupowanej Polski. Z uwagi na ryzyko wyłapywania polskich agentów na granicach okupowanej Europy, do kraju Elżbieta musiała dotrzeć drogą powietrzną – skok ze spadochronem.

Elżbieta powróciła z Londynu 10. września 1943 r., skacząc z samolotu wraz z innymi cichociemnymi. Dzięki temu stała się jedyną kobietą w tej elitarnej grupie żołnierzy, wyszkolonych do zadań specjalnych.

„Zo” była jedyną kobietą wśród 316 cichociemnych zrzuconą przez Polskie Siły Zbrojne na teren okupowanego kraju. Na zdjęciu: trening cichociemnych w Largo House w Szkocji. Fot. Stefan Bałuk / NAC

Powojenne losy Elżbiety Zawackiej

Elżbieta Zawacka uczestniczyła w powstaniu warszawskim. Po jego kapitulacji zajęła się odbudowywaniem łączności kurierskiej i radiowej z Londynem.

Po zakończeniu II wojny światowej, Zawacka starała się ułożyć życie na nowo i postawiła na rozwój zawodowy – w 1946 r. ukończyła studia pedagogiczne – jednocześnie kontynuując działalność konspiracyjną.

Prześladowania ze strony Urzędu Bezpieczeństwa i Służb Bezpieczeństwa nie ustawały. Niedługo po tym, jak w 1950 r. rozpoczęła pracę pedagogiczną w Olsztynie, została aresztowana.

Wyrok więzienia dla Zawackiej

Elżbieta została aresztowana przez UB w 1951 r. Z olsztyńskiego aresztu przewieziono ją do placówki w Warszawie przy ul. Rakowieckiej. Już po dwóch dniach rozpoczęło się śledztwo.

Pod koniec 1951 r. Zawacka usłyszała wyrok 10 lat pozbawienia wolności. Skazano ją za współpracę z rezydentem siatki szpiegowskiej wywiadu angielskiego oraz za nielegalne posiadanie dolarów. W więzieniach przebywała do lutego 1955 r.

Naukowe osiągnięcia Elżbiety

Elżbieta po odzyskaniu wolności powróciła do Torunia. Zamieszkała z ojcem i siostrą. Postarała się o odzyskanie prawa do nauczania i ponownie zaangażowała się w pracę pedagogiczną.

W 1965 r. uzyskała doktorat nauk humanistycznych, co dało jej możliwość kontynuowania pracy naukowej. Już rok później otrzymała tytuł profesora.

Społeczna działalność gen. Zawackiej

Elżbieta nie ustawała w swoich działaniach na rzecz bohaterów wojennych i stała się inicjatorką powstania Fundacji „Archiwum Pomorskie AK” w Toruniu, a także współzałożycielką Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.

W 2006 r. Zawacka awansowała do stopnia generała brygady w stanie spoczynku. Zmarła w 2009 r., 68 dni przed swoimi setnymi urodzinami.

Źródła:

wikipedia.org/Elżbieta Zawacka; zawacka.pl; polskieradio.pl; warhist.pl

Traskrypcja podcastu

Spis treści:

Część I

00:28 – Elżbieta staje się Polką
01:19 – Działalność w Akademickim Hufcu Przysposobienia Obronnego Kobiet
02:22 – Wybuch II wojny światowej
02:39 – Obrona Lwowa i ucieczka z okupowanego miasta
03:25 – Złożenie przysięgi i zostanie żołnierzem AK
03:39 – Stworzenie siatki wywiadowczej
05:50 – Zasadzka Gestapo w mieszkaniu siostry
07:13 – Rozpaczliwa próba zgubienia ogona w Berlinie
09:00 – Elżbieta żegna się z życiem
10:11 – Brawurowa ucieczka z pędzącego pociągu

Część II

00:37 – Nowe rozkazy – Elżbieta jako emisariuszka w Anglii
02:26 – Rozczarowanie Elżbiety bierną postawą polskiego rządu na uchodźstwie
04:58 – Elżbieta staje się Cichociemną
06:37 – Operacja Neon 04
07:55 – Brawurowy skok ze spadochronem w Kampinosie
08:55 – Wybuch Powstania Warszawskiego
10:12 – Aresztowanie Elżbiety przez UB
11:19 – Powojenne losy Zawackiej

***

[00:07] Elżbieta: Czasami wydaje mi się, że żyję już za długo, że już wystarczy…albo nie, tego ostatniego nie chciałam powiedzieć, tego nie było.

Elżbieta staje się Polką

[00:28] Elżbieta: Nie zawsze Polska była moją ojczyzną. Wiem, wielu te słowa mogą zdziwić. Kiedy w 1920 roku generał Haller uroczyście wjeżdżał do Torunia, stałam w tłumie z otwartą buzią. Czułam podniosłość tamtej chwili i jednocześnie nie potrafiłam powiedzieć ani jednego słowa po polsku. Mój ojciec, który był urzędnikiem w pruskiej administracji, a wcześniej oficerem carskiego wojska, nawet nie próbował zapoznać mnie z polskimi tradycjami.

Z tego względu mogę powiedzieć, że ja na Polkę dopiero się wykształciłam. Uczyłam się języka polskiego po niemiecku. Szło mi na tyle dobrze, że już po kilku latach śmiałam się razem z koleżankami wychowanymi na Pomorzu, że to my jesteśmy prawdziwymi Polkami.

Działalność w Akademickim Hufcu Przysposobienia Obronnego Kobiet

[01:19] Elżbieta: Kilka lat później zaczęłam działać w Akademickim Hufcu Przysposobienia Obronnego Kobiet. Czułam wtedy, że znalazłam sens życia. Terenoznawstwo, kursy strzeleckie, rozkazy, zadania, mundur z przytroczonym do pasa nożem o stalowej klindze. W ciągu kilku lat z kursantki stałam się instruktorką. Uczyłam wojskowości setki kobiet, które kilka lat później w całej Europie utworzyły siatkę konspiracyjną Związku Waliki Zbrojnej – AK.

[01:51] Oficjalnie to były kursy służby cywilnej. W przypadku wybuchu wojny żadna, podkreślam, żadna wyszkolona w Hufcach Przysposobienia Wojskowego kobieta nie mogłaby walczyć. Zakazywała tego konwencja genewska. Kobiety miały pełnić funkcje pomocnicze i wywiadowcze. Ja bardzo pragnęłam by w Polskim Wojsku to się zmieniło.

Wybuch II wojny światowej

[02:22] Elżbieta: Wybuch wojny mnie nie zaskoczył. Po traktacie monachijskim nie miałam złudzeń co do Hitlera, wiedziałam że ma zamiar wyciągnąć rękę po całą Europę a my jesteśmy następni w kolejce, po Czechosłowacji. Tyle, że my walczyliśmy.

Obrona Lwowa i ucieczka z okupowanego miasta

[02:39] Elżbieta: Kiedy 17 września napadli na nas Sowieci, broniłam z dziewczynami Lwowa. Naturalnie bez broni, bo nam panowie jej nie dali, zgodnie z obowiązującym prawem.

W przeddzień kapitulacji spałam w sali gimnastycznej w jednej z ocalałych szkół. Na piętrach, w salach lekcyjnych, polscy oficerowie dyskutowali, co dalej w obliczu kapitulacji. Ja zrobiłam po swojemu. Nie wyszłam z podniesionymi rękami. Założyłam cywilne ubranie i korzystając z sowieckiego bałaganu wydostałam się z miasta udając Niemkę. Wtedy Niemcy byli ich sojusznikami więc nikt nie mógł mnie tknąć. Mój czysty, niedotknięty słowiańszczyzną akcent z dzieciństwa uratował mi skórę.

Złożenie przysięgi i zostanie żołnierzem AK

[03:25] Elżbieta: Kilkanaście tygodni później, w konspiracyjnym lokalu na Kruczej 12 w Warszawie powtarzałam słowa przysięgi ZWZ-AK.

[03:34] Nowo zaprzysiężeni: Kładę swe ręce na ten Święty Krzyż, znak Męki i Zbawienia, i przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej…

Stworzenie siatki wywiadowczej

[03:39] Elżbieta: Ponieważ znałam setki kobiet, moim zadaniem było stworzenie „Zagrody” – siatki zagranicznych placówek kontaktowych naszego wywiadu. Dostałam kryptonim „Zo”. Pierwszym moim ruchem było stworzenie „Cyrku”– komórki wywiadowczej w Katowicach, potem „Sabiny” w Berlinie, „Danusi” na Pomorzu i wiele innych punktów. Stałam się głównym organizatorem struktur łącznościowych AK. Podlegałam bezpośrednio Borowi – Tadeuszowi Komorowskiemu. Pewnego razu powiedział mi, że „musimy mieć więcej kontaktów w Rzeszy”. Nie było to dla mnie problemem. Moje podopieczne, córki Polaków mających obywatelstwo niemieckie, mieszkały w Nadrenii, Berlinie, Lotaryngii. Siatka powstała błyskawicznie. Również w Danii, Norwegii, Szwajcarii. Jeździłam po całym kontynencie. Jednak jednym z moich głównych zadań były podróże do Berlina po pieniądze dla ZWZ-AK.

[04:46] Elżbieta: Tamtego dnia kupiłam tanią, zużytą walizkę. Musiała być bardzo duża, bo gotówka zajmuje sporo miejsca. Miałam znakomite dokumenty. Nazywałam się Elizabeth von Brauning i miałam własną firmę naftową.

Kupiłam bilet pierwszej klasy. Tak jak zawsze podczas wypraw do Berlina, wsiadłam do wagonu wyłącznie dla Niemców. Ubrana byłam w modny płaszcz, okulary w rogowych oprawach. W najczarniejszych snach nie przypuszczałam, że w tym czasie Sabina Meyer, odpowiedzialna za berlińską komórkę AK, leży w katowni Gestapo przypięta do elektrycznego łoża. To wyjątkowo okrutne narzędzie tortur. Niemcy przypinają przesłuchiwanemu elektrody do powiek, genitaliów, języka i wnętrza uszu. Trudno nie zacząć sypać. Tymczasem ja nic nie wiedziałam. W zacisznym pomieszczeniu berlińskiego banku etatowy urzędnik wypełnił już moją walizkę plikami marek. 

Zasadzka Gestapo w mieszkaniu siostry

[05:50] Podziękowałam mu, wyszłam na słoneczną ulicę, wszystko szło jak po maśle. W drodze powrotnej jak zwykle kluczyłam. Taka procedura. Jazda w tak krótkim odstępie czasu bezpośrednio do Warszawy mogła zwrócić uwagę agentów Gestapo, od których aż roiło się na dworcach.

Wracałam więc przez Sosnowiec. Miałam tam dużo znajomych, to główny teren moich  przedwojennych działań hufca. Skręciłam z Hermann-Göring-Strasse w małą uliczkę i zanim weszłam na klatkę schodową, rzuciłam monetą w okno konspiracyjnego lokalu. To szyfr, informacja dla mieszkającej tam mojej rodzonej siostry Klary, że może otworzyć drzwi. Cisza. Jest już po zmroku. Stałam z walizką pełną pieniędzy w studni sosnowieckiego podwórza. Światło zgaszone. Śpi? A może wyszła? Prawie niemożliwe. Weszłam więc na klatkę schodową, złapałam za klamkę. Zamknięte. Zapukałam do sąsiadki. Zgrzyt przesuwania niezliczonej liczby zasuw, a później wszystko działo się bardzo szybko. Zobaczywszy mnie kobieta usiłowała natychmiast zamknąć drzwi. Włożyłam w nie stopę. Wepchnęłam sąsiadkę do mieszkania, przycisnęłam do ściany, sięgnęłam po nóż, a ona wtedy mówi mi, że gestapo na mnie czeka w tamtym mieszkaniu.

Rozpaczliwa próba zgubienia ogona w Berlinie

[07:13] Elżbieta: Wyszłam bez słowa. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to pozbyć się walizki. Od razu pomysł: zostawię ją w przechowalni bagażu sosnowieckiego dworca. Szłam spokojnie, nie rozglądałam się, wiedziałam, że jestem śledzona przez Gestapo. Kobieta w przechowalni odebrała walizkę i dała mi kwit. No, to teraz będzie jeszcze trudniej. Kwit trzeba przekazać komuś z AK, wyprowadzając wcześniej Gestapo w pole. Weszłam do tramwaju. Kątem oka widziałam, że idący za mną funkcjonariusze są już w drugim wagonie. Kluczyłam ulicami, zdejmowałam i wkładałam płaszcz. Wszystko na nic. Nie mogłam ich zgubić, zmieniają się – raz jest ich dwóch, raz trzech, później znowu dwóch innych. Zrozumiałam, że to musi być zaplanowana akcja Gestapo. Nagle przyszła mi do głowy myśl, że przecież w aptece w Katowicach jest nasza komórka konspiracyjna. Znowu tramwaj. Kilkanaście przystanków z Sosnowca do Katowic. Przedział tylko dla Niemców. Weszłam do apteki i najszybciej jak się da, powiedziałam po niemiecku: Poproszę tabletki na straszny ból głowy!
Razem z banknotem pięciomarkowym podałam kwit z sosnowieckiej przechowalni bagażu. Na twarzy aptekarki nie drgnął ani jeden mięsień, sprawnym ruchem schowała papier do kieszeni i podała mi aspirynę.

[08:40] Elżbieta: Myślałam wtedy, że zwiną mnie na granicy, przed Krakowem, ale nie, jednak nie. Przepuścili mnie. Gdy czekałam na dworcu na pociąg do Warszawy, wreszcie do mnie dotarło: „Nie mają pojęcia o celu mojej misji, nie wiedzą, co było w walizce. Chcą, żebym ich doprowadziła do centrali w Warszawie”.

Elżbieta żegna się z życiem

[09:00] Zaczęłam klepać się w kolana, wiedziałam, że teraz muszę spokojnie, z zimną głową wymyślić dobry sposób na swoją śmierć.Do pociągu z Krakowa do Warszawy zostało kilka godzin. To był czas, żeby się z tą myślą o śmierci oswoić, pożegnać w duchu ze wszystkimi. Na peronie kilka cieni. I jedna osoba, której nigdy bym się nie spodziewała: Maria Wittek, dowódca Służby Kobiet w naszej Komendzie Głównej. Moja bezpośrednia przełożona. Prywatnie – przyjaciółka. Albo toczy się gra, o której nic nie wiem, albo to całkowity przypadek! Nie miałam czasu się cieszyć, dziwić ani zastanawiać. Zanotowałam na kartce: „Wsypa, Gestapo mnie śledzi, usuń warszawskie lokale”. Mijałam ją bez słowa, karteczka wylądowała w jej kieszeni. Warszawa ostrzeżona, zwiną komórki konspiracyjne w ciągu kilku godzin. Teraz gdybym trafiła na elektryczne łoże, mogę mówić wszystko, co wiem, bo nic już nie będzie aktualne. No i nie muszę się zabijać…

Brawurowa ucieczka z pędzącego pociągu

[10:11] Elżbieta: Jednak ta myśl nie przyniosła mi ulgi. Po prostu nastąpiła zmiana planu. W pociągu zaczęłam znowu myśleć o tym jak zgubić ten ogon. Jak? W okolicach Żyrardowa poszłam na platformę między wagonami. Zrobiłam kilka skłonów, przysiadów, rozgrzałam stawy. Czekałam, aż pociąg zwolni na tyle, żeby pojawiła się szansa przeżycia skoku. W locie minęłam o centymetry słup trakcyjny i spadłam na nasyp. Zaczęłam biec ile sił w nogach. Od torów do linii lasu miałam kilkaset metrów. Nie oglądałam się, słyszałam, jak pociąg gwałtownie hamuje. Padają strzały.

[10:52] Po kilku dniach wędrówki dotarłam do jednego z konspiracyjnych lokali AK w Warszawie. Jestem spalona jako „Zo” w całej Europie. Trzeba mnie wymyślić w wywiadzie całkowicie od nowa! Tylko jak? Gestapo rozesłało za mną listy gończe ze zdjęciem. Aresztowali moich  rodziców, siostrę i małego braciszka. Ja siedziałam tygodniami w lokalu konspiracyjnym i kontemplowałam swoją bezsilność.

Koniec cz. I

Część II

[00:07] Elżbieta: Po kilku tygodniach przyszły meldunki i zaczął się z nich wyłaniać obraz katastrofy. Sabina uwikłała się w romans z mężczyzną, który się czegoś od niej dowiedział i poszedł na gestapo. Ja z kolei miałam być wysłana do Niemiec, do mokrej roboty. Jako Niemka działać w dywersji: wysadzać mosty, wykonywać w imieniu AK wyroki na szczególnie okrutnych SS-manach. Absurd! Ja jestem szpiegiem od zadań specjalnych, a nie siepaczem!

Nowe rozkazy – Elżbieta jako emisariuszka w Anglii

[00:37] W końcu Bór zadecydował, że pojadę jako emisariuszka do Anglii poinformować rząd londyński o działaniach AK, bo oni tam nie mają o tym pojęcia. A ponieważ kurierzy wracali, a emisariusze nie, oznaczało to, że dalsze życie będę sobie musiała ułożyć w Anglii. Dostałam najszersze pełnomocnictwa do rozmów z członkami polskiego rządu w Londynie. I nowe dokumenty na nazwisko Elizabeth Watson. Pocztę, którą miałam ze sobą zabrać, można było zmieścić w jednej dłoni – zapalniczka i klucz, w którego trzpieniu na mikrofilmie ukryte były wszystkie dokumenty, sprawozdania z większości akcji ZWZ-AK.

[01:22] Elżbieta: Gestapo znało moją twarz więc plan przerzutowy Armia Krajowa przygotowywała razem z gaullistami. Francuski ruch oporu wyznaczył człowieka, który miał mnie przeprowadzić przez granicę pomiędzy okupowaną Francją a Vichy. Potem przez Pireneje. W Hiszpanii czekał samolot, który miał mnie zabrać do Wielkiej Brytanii. Jednak Francuski przewodnik zgubił drogę wysoko w Pirenejach. Zresztą otwarcie się do tego przyznał.
Po dwóch dniach błądzenia w górach położyłam się na śniegu i pomyślałam, że to już koniec. I wtedy ten przewodnik, Gilbert, rzucił się na mnie z pięściami, kopał, krzyczał, szarpał za włosy, wrzeszczał, że wcale nie jesteśmy tak wysoko. Znalazłam więc siły, aby wstać i iść dalej.

[02:10] Mimo trzydniowego opóźnienia samolot do Londynu, wciąż czekał w wyznaczonym miejscu. „Bór” interweniował osobiście.

Rozczarowanie Elżbiety postawą polskiego rządu na uchodźstwie

[02:26] Elżbieta: Gdy przyleciałam do Londynu od razu zauważyłam, że w tym co mówił Bór o rządzie londyńskim nie ma ani słowa przesady. Nie mieli pojęcia o tym, co działo się w kraju, i niespecjalnie ich to interesowało. Londyn bimbał, zwlekał, nie dochowywał zasad konspiracji. Nie odczytywał żadnych naszych dostarczonych z narażeniem życia informacji wywiadowczych. Kilkaset mikrofilmów miesięcznie słaliśmy w próżnię. MI 6 – było na bieżąco, ale oni nie sporządzali dla naszych londyńczyków żadnych raportów. Dlaczego by mieli? Komu by się chciało czytać? – usłyszałam od jednego polskiego ministra.

Wydawali rozkazy w ciemno, nie mieli zielonego pojęcia, co to znaczy okupacja. Trwała wojna totalna, a oni żyli statecznie, niespiesznie, po cywilnemu. Liczyło się dla nich dobre jedzenie, poranna kawa czy herbatka o siedemnastej. No, a tu przyjeżdża ktoś z Polski i zarzuca im niekompetencję. Wprost, w oczy, w długiej, pełnej emocji rozmowie. A potem szybko powstał raport na temat mojej wizyty. Przeczytałam go wiele lat później. Panowie w nim napisali:

[03:36] Mało inteligenta – lecz bardzo sprytna. Nieprzytomna feministka. Fantastyczny przerost ambicji osobistej, niczym nieskrępowana ciekawość i wścibskość, nielojalna i skłonna do nadużywania zaufania dla celów egoistycznych. Histeryczka.

[04:09] Elżbieta: W połowie maja 1943 roku stanęłam przed Naczelnym Wodzem Polskich Sił Zbrojnych, generałem Władysławem Sikorskim. To były ostatnie tygodnie jego życia. Rozmawialiśmy w pokoju hotelowym londyńskiego Bristolu. Był z nami także Stanisław Mikołajczyk, wówczas – minister spraw wewnętrznych. Oficjalnie zawnioskowałam by nasze, polskie kobiety przestały stanowić cywilną służbę pomocniczą. Postulowałam by stały się żołnierzami i żeby były formalnie traktowane: jak polskie wojsko! To przecież pół Armii Krajowej! Fachowe, dzielne, inteligentne żołnierki. Panowie posłuchali mnie w milczeniu i to by było na tyle.

Elżbieta staje się Cichociemną

[04:58] Elżbieta: Z jakichś powodów Bór naciskał na Londyn, że jestem w Polsce niezbędna. Przebicie się do kraju drogą lądową nie wchodziło w grę. Za duże ryzyko, za duże prawdopodobieństwo, że Abwehra wykona swój stary numer. Niemcy często przepuszczali agentów, a w drodze powrotnej wyłapywali ich z pocztą, rozkazami i adresami. Nie mogliśmy być pewni, że ta akcja z Pirenejami na sto procent umknęła uwadze hitlerowskiego wywiadu.  A więc został skok…I tak stałam się Cichociemną.

[05:36] Elżbieta: Trafiłam do Stacji Wyczekiwania numer 20 A. Stacje wyczekiwania to zakamuflowane bazy, do których cichociemni są wysyłani na finalnym etapie szkolenia. Taka ostatnia prosta przed skokiem. Każdy ma już nadany pseudonim i złożoną przysięgę na Rotę. Czeka się kilka godzin. Czasami – miesięcy. Decydują względy polityczne, informacje wywiadu, stan samolotu i pogoda.
[06:05] Większość czasu spędzałam na szkoleniu innych. Bo znałam realia kraju, o którym nic nie wiedzieli przygotowywani do zrzutu komandosi. Tłumaczyłam im, że okupacja w Polsce, owszem, jest rzeczą straszną, ale esesman gotowy do strzału nie kryje się za każdym rogiem, że w Warszawie trzeba zachowywać się naturalnie, luźno i iść spokojnym krokiem. Zero nerwowych ruchów. Cichociemni z kolei uczyli mnie, jak skakać ze spadochronem.

Operacja „Neon 04”

[06:37] Elżbieta: Późnym popołudniem 9 września 1943 roku ruszyła operacja
„Neon 4”. Czerwona żarówka zapaliła się w pokoju nad moją głową. Był środek nocy. Miałam dwie minuty na pojawienie się w pełnym rynsztunku na lotnisku. Jak się okazało lecieli też ze mną „Drabina” i „Kryształ”. Szybko pomogłam im sprawdzić kieszenie. Nie mogli mieć przy sobie niczego, co mogłoby ich zdekonspirować. Żadnych detali, przez które mogliby stracić życie w okupowanej Polsce.

[07:10] Później wzięłam kawałek kredy i napisałam im na plecach wielką jedynkę. No bo przecież lecieliśmy w pierwszej i jedynej grupie. Kilka minut po pierwszej nasz halifax wzbił się w powietrze. Pogoda była znakomita. W samolocie przez kilka godzin rozmawialiśmy, śmialiśmy się, żadnego napięcia. Serdeczna pogawędka.

[07:33] Kiedy odłamki artylerii przeciwlotniczej trafiły w końcówkę skrzydła, zapadła w samolocie cisza. Trzęsło nim, jakby zaraz miał runąć w dół, ale pilot odwrócił się do nas i pokazał, że to nic, nie jest źle i że zmieni kurs, by wyjść poza zasięg niemieckiej obrony przeciwlotniczej.

Brawurowy skok ze spadochronem w Kampinosie

[07:55] Elżbieta: Miejsce zrzutu zabezpieczał odział Armii Krajowej. My nadlatywaliśmy a oni leżeli na wznak z przytroczonymi do piersi latarkami. Pilot miał tylko jedno podejście, bo paliwa było już za mało. Nad otwartymi drzwiami zapaliło się zielone światło. Rozległ się sygnał do skoku. Pędziliśmy kilkaset metrów nad ziemią. Widziałam ich! Leżących, ułożonych w strzałę. „Drabina”, który był blady ze strachu krzyczał do mnie, że panie mają pierwszeństwo. Ruszyłam więc, wszystko ucichło. Widząc już sylwetki akowców, wykrzyczałam hasło „Janek”. Z dołu padł odzew. Wylądowałam. Żołnierz podziemnej armii podbiegł do mnie, żeby mnie uściskać, bo już wszyscy myśleli, że nas zestrzelono. Schwytał mnie w ramiona, a po chwili odskoczył jak oparzony krzycząc na cały Kampinos: „Jezus Maria, kobieta!”.

Wybuch Powstania Warszawskiego

[08:55] Elżbieta: Potem wybuchło Powstanie Warszawskie. Pierwszy sierpnia, godzina 17.00, chłodny dzień. Byłam w mieszkaniu na Gęsiej, kierowałam komórką w Dowództwie Głównym, odpowiedzialną za koordynowanie sieci łączności.

[09:14] Kiedy Dowództwo raz po raz odmawiało mi przydziału frontowego ze względu na płeć na usta cisnęły mi się zupełnie inne słowa niż „Jezus Maria”.

[09:33] Elżbieta: Słyszałam strzały i chodziłam po tym mieszkaniu –  od ściany do ściany.

Kiedy okazało się, że Starówka długo się nie utrzyma – poszłam odbierać wycofujących się chłopców z kanałów, rannych, ledwo żywych, od stóp do głów skąpanych w ściekach. Przenosiłam też broń, głównie chałupniczo wykonywane granaty, z punktów produkcji na stanowiska bojowe. Tuż przed upadkiem powstania zostałam odwołana do Krakowa. Zostawiłam za sobą ocean ognia, bezkres gruzów i walczących jeszcze chłopców.

Aresztowanie Elżbiety przez UB

[10:12] Elżbieta: A potem był rok 1951.Pamiętacie to podwórko – studnię w sosnowcu i mieszkanie mojej siostry? To okno w które rzucałam monetą w 1942 roku? Wchodziłam do klatki schodowej, gdy usłyszałam zgrzyt przesuwania niezliczonej liczby zasuw. Drzwi otworzyła ta sama sąsiadka, zaczaiła się na mnie. Tym razem robiła wszystko z wewnętrznej potrzeby. Powiedziała szeptem, że Urząd Bezpieczeństwa czeka na mnie w tamtym mieszkaniu.

[10:49] Drzwi były wyłamane. Przyszli we dwóch – stereotypowi: długie prochowce, kapelusze, skórzane rękawiczki, pistolety na szelkach. Przewieźli mnie do Warszawy, do więzienia na Rakowieckiej, gdzie zaczęło się śledztwo. Nie, nie będę mówiła o jego szczegółach. Litowanie się nad sobą po tylu latach jest… niepotrzebne.

Powojenne losy Zawackiej

[11:19] Lektor: Elżbieta Zawacka pierwszy wyrok pięciu lat więzienia dostała po roku od aresztowania, za posiadanie 10 dolarów bez zezwolenia komisji dewizowej. Drugi wyrok, dziesięciu lat więzienia, otrzymała jako obywatelka Polski za współpracę z rezydentem siatki szpiegowskiej wywiadu anglo-amerykańskiego, działającego na szkodę komunistycznego państwa polskiego. Chociaż została uwolniona na fali odwilży w 1955 roku, była inwigilowana i prześladowana aż do 1990 roku.
Generał Elżbieta Zawacka żyła 99 lat, 10 miesięcy i 50 dni. Zmarła 10 stycznia 2009 roku w Toruniu. Pod koniec swojego życia kilkukrotnie spotkała się z żołnierzami jednostki GROM.


Podcast powstał na podstawie książki Marka Łuszczyny pod tytułem „Igły. Polskie agentki, które zmieniły historię” wydawnictwa Znak Horyzont.

About Izabela Kraszewska

Izabela Kraszewska

Redaktorka i studentka psychologii, której trudno żyje się bez książki z sagi (najlepiej fantasy) pod pachą. Jej hobby to poszukiwanie poetyckich tekstów we współczesnej muzyce. Zdrowy pracoholizm lubi przerywać spotkaniami towarzyskimi i grami, w których nie przegrywa.
Previous post
Next post
Powiązane posty