Podoba ci się nasz podcast? Dołącz do grona naszych Patronów!

IGŁY. Historie ukryte w czasie.

Stare zawody i pracownie rzemieślnicze zanikają z krajobrazu wielu polskich miast i naszej pamięci. A szkoda. Krawcy, szewcy, kaletnicy i inni wspaniali profesjonaliści stają się coraz mniej potrzebni, ale… możemy im pomóc. Naprawiajmy co się da!

iStock.com/Deklofenak

Jakiś czas temu byłem świadkiem rozmowy mojej znajomej z jej nastoletnią córką, która uparła się, że na jesień musi mieć nowy płaszcz, bo stary jest już stary, czyli… ma dwa sezony. Po odebraniu go z pralni okazało się, że podszewka rozdarła się na szwie, a mankiety są trochę przetarte. Do dziewczyny nie docierało, że można to naprawić i płaszcz będzie jak nowy. „Kiedyś nicowano płaszcze i chodzono w nich kilkanaście lat” – wtrąciłem. „Ni… co?” – zapytała dziewczyna z taką miną, jakbym powiedział coś wyjątkowo obrzydliwego. „Nicowano” – odpowiedziała matka. – „Rozpruwano i zszywano materiał na nowo, ale po drugiej stronie, czyli prawa strona tkaniny, ta na wierzchu, trochę już podniszczona, lądowała na lewej stronie”. „A lewa strona, ta niezniszczona, stawała się prawą” – dokończyłem za moją znajomą. „Co wy w ogóle wygadujecie?” – zapytała dziewczyna z jeszcze bardziej skwaszoną miną, rzuciła płaszcz na oparcie krzesła i wyszła.

Więcej nie znaczy lepiej

Kiedyś ludzie nicowali płaszcze, zelowali buty, naprawiali parasole, oddawali do czyszczenia skórzane rękawiczki, filcowe kapelusze i nosili je latami. Dziś wszystko musi być nowe – przynajmniej na Instagramie – a kiepska jakość sprawia, że ubrania zanim się zestarzeją, już się rozpadają. Odzieżowe sieciówki nawet dziesięć razy w roku lansują nowe kolekcje, ignorując to, że de facto mamy tylko dwa sezony: wiosenno-letni i jesienno-zimowy. Tak nakręca się naszą potrzebę kupowania. Dziś mało kto nosi buty dłużej niż dwa sezony, nie mówiąc o ich reperowaniu. Być może dlatego, że po sezonie tracą fason, a po dwóch nie nadają się do niczego. Albo dlatego, że szewców, krawców, kaletników jest coraz mniej. To ginące zawody.

Rzemiosło z tradycjami

Dawne rzemiosła to dziedzictwo, które zanika w zastraszającym tempie. Doprowadziły do tego rozwój technologii i zmieniające się trendy konsumenckie. Jednym z takich ginących zawodów jest krawiectwo. Niegdyś, gdy prawie każda sztuka odzieży (i bielizna) była szyte ręcznie, była to nieodzowna część codzienności. Obecnie, w dobie produkcji masowej, tradycyjne krawiectwo jest na wymarciu. Na szczęście wiele pracowni krawieckich wciąż istnieje, oferując wyjątkowe i indywidualne usługi szycia na miarę. I to nie tylko na słynnej Savile Row w Londynie, gdzie od XVIII wieku szyje się ubrania dla dżentelmenów. Również w wielu polskich miastach można znaleźć krawców, którzy szyją według tradycyjnych metod przepiękne garnitury. Ale to „zabawa” dla cierpliwych i raczej zamożnych, bo ceny zaczynają się mniej więcej od 3000 zł, a uszycie trwa kilka tygodni. Jeśli jednak przeliczymy, ile mieliśmy w życiu kiepskich garniturów nadających się do wyrzucenia po roku, może się okazać, że koszty krawca nie są aż tak przerażające, bo ubrania szyte na miarę przetrwają wiele lat.

Wspierajmy lokalnych rzemieślników

Mówiąc o wymierających zawodach, najczęściej myślimy o krawcach, szewcach i kaletnikach, bo niektórzy z nas wciąż korzystają z ich usług. Ale są jeszcze przecież twórcy tkanin i koronek, jubilerzy, stolarze, ceramicy, kowale, piekarze – pasjonaci tworzący dla niewielkiej grupy odbiorców doceniających kunszt, oryginalność i unikatowość ich wyrobów. Ich los w dużej mierze zależy od nas. Małe zakłady rzemieślnicze, które wciąż jeszcze (na szczęście) można znaleźć w wielu polskich miastach, przypominają o znaczeniu lokalności, zrównoważonego rozwoju i potrzebie wspierania małych przedsiębiorstw. Gdy zanoszę buty do mojego ulubionego szewca na warszawskiej Woli i skórzane dodatki do kaletnika na Żoliborzu, cieszę się, że mogę wspierać tak wspaniałych rzemieślników. Mam nadzieję, że nie jestem jedyny.

Naprawiajmy buty i wieczne pióra, korzystajmy z malutkich pracowni oferujących poprawki krawieckie, reperujmy paski, torebki, portfele, przerabiajmy ubrania, nicujmy płaszcze, zamawiajmy pierścionki zaręczynowe w małych pracowniach jubilerskich, kupujmy pieczywo u lokalnych piekarzy. Nie dajmy sobie wmówić, że ładne i dobre jest tylko to, co modne i nowe.

Sprawdź również: Utrata pracy – koniec świata czy nowa szansa?


Dawid Rosenbaum

Dziennikarz

Dawid Rosenbaum. Dziennikarz, autor książki „Zapachy miast”. Zakochany w Nowym Jorku, kuchni azjatyckiej i warszawskiej Saskiej Kępie.

About Dawid Rosenbaum

Dawid Rosenbaum

Dziennikarz, autor książki "Zapachy miast". Zakochany w Nowym Jorku, kuchni azjatyckiej i warszawskiej Saskiej Kępie.
Previous post
Next post
Powiązane posty