Podoba ci się nasz podcast? Dołącz do grona naszych Patronów!

IGŁY. Historie ukryte w czasie.

Prawdziwego mężczyzny nie poznaje się po tym, jak szasta pieniędzmi. A już na pewno nie poznaje się go po tym, jak je oszczędza. Dzięki prostym ekonomicznym zasadom możesz oszczędzać, bez większych starań.

iStock.com/peshkov

Możesz rzucić takie zdanie pośrodku imprezy i patrzeć, jak ludzie obrzucają się bluzgami, obrażają i wychodzą. Zazwyczaj oszczędni mają tendencję do obrażania się, a rozrzutni do bluzgania i awantur. Nierozsądnie byłoby bronić jednej lub drugiej strony. Wiadomo, jeśli przepijasz każdy grosz, który wpadnie ci w ręce, nie masz szans, aby zebrała się większa sumka na jakieś poważne picie. I odwrotnie — jeśli oszczędzasz na libację, zdecydowaną większość czasu musisz chodzić trzeźwy, co jest do przeżycia gdzieś na Nowej Zelandii, ale na pewno nie u nas.

Ekonomia dla kawalerów…

Ekonomia jest w gruncie rzeczy strasznie prosta: przychody minus koszty równa się zysk. A zysk to jest to, co można przepić, jeśli jest się kawalerem. Kosztów nie da się przepić, związane są z obsługą tego przepijania – opłatami za mieszkanie, żeby nie zamarznąć, za internet, żeby ściągać porno (jeśli jest się kawalerem), kosztami wezwań do zapłaty za prąd. Niektórzy wliczają w to także gry na konsole, słusznie zauważając, że koszty życia to to, bez czego fizycznie nie da się przetrwać.

Jeśli po odliczeniu tego, co powyżej, jeszcze coś zostaje, to znaczy, że jesteś farciarzem. Nie musisz palić w piecu starymi oponami ani chodzić oglądać mecz do sąsiada. To, co zostaje, trzeba jakoś podzielić. Życie to kwestia równowagi. Czy potrafisz ją znaleźć?

Równowaga ta polega zaś na tym, że nie kupujesz chateau za 60 złotych, jeśli masz nim zamiar popijać fastfood. Te same prawa ekonomii działają wszędzie – lepsze rzeczy są droższe, tańsze gorsze. Niestety nie oznacza to, że wszystkie droższe rzeczy są lepsze, bo jest też podgrupa docelowa konsumentów jeleni. Tak czy inaczej, dobrze jest się rozwijać – by tak rzec – równomiernie. Nie osiągniesz wzrostu stopy życiowej, jeśli coraz lepsze będziesz miał tylko ajfony i rowery. Albo będziesz pił i jadł coraz lepiej, ale popijając ciągle tym samym mazutem.

…i dla nudziarzy

Sprawa dodatkowo się komplikuje, jeśli na utrzymaniu masz rodzinę. Ona jest jak hobby, potrafi pochłonąć każde pieniądze, warto mieć więc coś w zanadrzu. Na przykład odkładać 10% każdego wpływu na konto albo resztę z każdych zakupów wrzucać do wielkiego słoja. A najlepiej jedno i drugie, i coś jeszcze.

Nie chodzi o bycie nudziarzem, krzakiem, który przyrósł do fotela, ma auto „w kombiku w dizlu” i uważa, że stan posiadania jest wynikiem i wyznacznikiem jego charakteru. Chodzi o to zwykłe poczucie spokoju, że kiedy wyjeżdżasz na wakacje, nie będziesz zależny od ministra spraw zagranicznych (czy zechce cię z nich sprowadzić na swój koszt, czy nie). Że możesz sobie spokojnie złamać palec albo odejść z pracy i napisać książkę.

Wiem, że to brzmi smutno, ale czasem po prostu warto być trochę zorganizowanym, a nawet poważnym. Nauczyć się czytać faktury za gaz i prąd. Zrezygnować z kanałów HD, skoro i tak wszystko oglądasz w kinie (lepiej tak niż odwrotnie, bo jak zrezygnować z kina?). Odłożyć na osobny rachunek odpowiednik swojej miesięcznej pensji. I wyznaczyć dalej sięgający cel, na przykład zaoszczędzenie kwoty w wysokości rocznych przychodów. Dobre cygara nie uciekną, bo to wyjątkowo wierne bestie.

Sprawdź również: Utrata pracy – koniec świata czy nowa szansa?


image

Igor Mlądzki

Dziennikarz

Pisze dla magazynów z pogranicza biznesu i lifestyle’u. Prywatnie miłośnik sportów outdoorowych, dobrej kuchni i podróży.

Previous post
Next post
Powiązane posty