Podoba ci się nasz podcast? Dołącz do grona naszych Patronów!

IGŁY. Historie ukryte w czasie.

Samodzielność i niezależność młodego człowieka to coś, co może budzić przerażenie u wielu rodziców. Jednak niepewność, czy pociecha poradzi sobie w życiu nie znika, gdy odsuwamy ją od odpowiedzialności. W jaki sposób uczyć dziecko, by stawało się samodzielne?

iStock/kieferpix

Ile razy byłaś świadkiem podobnej sytuacji – dziecko przewraca się i pewnie nawet by tego nie zauważyło, gdyby nie opiekun, który rzuca się na malucha niemal z apteczką pierwszej pomocy, pytając, jak bardzo boli?

Jak reaguje dziecko? Oczywiście zaczyna zanosić się płaczem i traci ochotę na zabawę. Taki jest skutek naszych skłonności do ratowania potomstwa z opresji. Skłonności, którą jak najprędzej powinniśmy opanować. Dla dobra naszych pociech.

Zacznij od małych kroczków

Chociaż to oczywiste, że dzieci wszystkiego muszą się nauczyć, często wyolbrzymiamy naszą rolę obrońcy i pomocnika i ratujemy syna lub córkę z opresji, zamiast po prostu być. Tracimy w ten sposób z oczu długofalowe cele na rzecz doraźnego rozwiązania kłopotliwej sytuacji. Zapominamy, że nasze dziecko, nawet zupełnie malutkie, musi powoli uczyć się konfrontacji z trudnymi elementami życia, takimi jak ból i frustracja, a lekcje płynące z tych zmagań mają wpływ na całe jego życie.

Jak nie przytłoczyć swojej pociechy?

Jest różnica między byciem a przytłaczaniem. Jaka? Dziecko czuje się bezpiecznie, kiedy wie, że może na nas polegać, bo jesteśmy tuż obok. Dlatego pozostawmy maluchowi wykonanie pierwszego kroku i poproszenie nas o pomoc. Jak to może wyglądać w praktyce? Weźmy przykład z początku artykułu. Nasze dziecko przewróciło się na placu zabaw, ale nie płacze. Podejdźmy do niego i ze spokojem zapytajmy: „Widziałam, że się przewróciłeś. Czy coś cię boli?”. Pokazujemy w ten sposób, że sytuacja jest pod kontrolą, a maluch musi zastanowić się nad własnym ciałem i pokazać, które miejsce najbardziej ucierpiało. Dobrze jest też zapytać: „Czy potrzebujesz mojej pomocy?” albo: „Czy chcesz się przytulić?”. W taki sposób uczymy dziecko decydowania o sobie i komunikowania potrzeb.

Podążaj za dzieckiem, a nie kieruj nim

Czasami chęć natychmiastowego udzielenia pomocy wynika z tego, że rodzic się boi, że syn lub córka poczują się opuszczeni. W tym naturalnym odruchu jest wiele słuszności, bo małe dziecko buduje pierwsze więzi w życiu i bezwzględnie polega na bliskich. Jednak jego przekonanie o obecności mamy i taty naprawdę nie powinno wiązać się z natychmiastową interwencją w sytuacjach, które nie stwarzają bezpośredniego niebezpieczeństwa.

Każde doświadczenie w życiu małego człowieka jest etapem nauki, którego nie powinniśmy go pozbawiać. Twój maluch chce sięgnąć po zabawkę, ale stoi mu na drodze jakaś przeszkoda? Zamiast go wyręczać, usiądź koło niego i obserwuj jego działania. Zachęć do wysiłku. Pomóż, gdy nieudana próba oddali zabawkę od dziecka. Postaw ją wtedy w tym samym miejscu i zachęć, żeby ponownie spróbowało. W ten sposób uczysz malucha wytrwałości i pokazujesz, że sytuacja, w której się znajduje, jest bezpieczna i że poradzi z nią sobie samodzielnie.

Pamiętaj, że nauka samodzielności to proces

Gdy widzimy, że dziecko pokonuje kolejne przeszkody, zdobywa nowe umiejętności i przezwycięża własne obawy, możemy (i powinniśmy) zachęcać je do pogłębiania swoich zdolności, czasami delikatnie przesuwając granice. Jak to robić?

Weźmy na przykład dziecko, które przy usypianiu potrzebuje przytulić się do mamy lub taty. Zacznijmy od tego, że zamiast leżeć przy nim, usiądźmy przy łóżku, trzymając je za rękę, głaszcząc po policzku, nucąc kołysankę. Kiedy się już do tego przyzwyczai, pozostańmy tylko przy trzymaniu ręki itd. To mozolny proces, ale wart zaufania, które w ten sposób wypracujemy z naszym dzieckiem.

Twoje dziecko i tak kiedyś zacznie niezależne życie. Pomóż mu w tym

Nie ma co panikować. Ostatecznie każde dziecko nauczy się samo myć zęby, chodzić spać, ubierać się, jeździć samochodem i płacić rachunki. Jesteśmy po prostu ich towarzyszami na pierwszym etapie tej drogi. Dlatego zamiast stale je ratować i przez to pielęgnować niepotrzebne lęki albo zwyczajnie rozleniwiać, szanujmy ich tempo rozwoju, ale też mądrze mobilizujmy do samodzielności. Powinna być ona dla nich powodem do dumy, a nie kojarzyć się z karą. Bez obaw, dla naszych dzieci i tak jesteśmy bohaterami – nawet jeśli zamiast upieczonej rybki wręczamy im wędkę. Pod warunkiem, że będziemy przy nich siedzieć podczas pierwszych połowów.

Sprawdź również: Dlaczego cudze dzieci tak nas irytują?


image

Weronika Edmunds

Dziennikarka

Dziennikarką została dzięki zdolności słuchania i opowiadania. Tłumaczka i magister przekładoznawstwa. Często przytacza ulubiony cytat z M. Ondaatje: „Słowa, Caravaggio. Słowa mają moc”

Previous post
Next post
Powiązane posty