Podoba ci się nasz podcast? Dołącz do grona naszych Patronów!

IGŁY. Historie ukryte w czasie.

Znacie ten obrazek? Zawstydzony, zły i często bezradny opiekun stoi jak kołek pośrodku alejki w supermarkecie, a u jego boku krzyczy i płacze zasmarkane i bardzo nieszczęśliwe dziecko… Jak temu zapobiec?

 iStock.com/Drazen Zigic

Każdy ma swoje strategie na zakupy z dziećmi, a jeżeli nie ma, to powinien je mieć. Maluchy są najlepszymi egzekutorami zdolności organizacyjnych dorosłych, bo brak przygotowania opiekuna może skończyć się naładowaną stresem i łzami (często obu stron) sytuacją, której (przynajmniej w teorii) można było uniknąć. Powiedzmy sobie prawdę – dzieci są jak koty. Lubią rutynę i jasne zasady. Wtedy z rzadka prychają, a częściej mruczą. To jak możemy pomóc sobie i synowi lub córce przebrnąć przez wyprawę do sklepu?

Pora zakupów z dzieckiem jest wyjątkowo ważna

Po pierwsze – dobrze wybierzmy porę dnia. Bitwa pod Grunwaldem mogła skończyć się zgoła inaczej, gdyby Jagiełło nie wykorzystał czasu na swoją korzyść, z wolna gotując opancerzonego przeciwnika stojącego w pełnym słońcu. Jeżeli tylko możemy, wybierzmy więc taki czas, gdy nasze dzieci nie są śpiące ani wymęczone, co skutkuje znikomą cierpliwością i skłonnością do odstawiania dramatów.

Na zakupy? Z pełnym brzuszkiem

Po drugie – nie zabierajmy malucha do sklepu „na głodniaka”. Upewnijmy się, że jest najedzony, a w zanadrzu miejmy przekąski i picie (oczywiście jest to o wiele łatwiejsze w sklepie spożywczym, gdzie w sytuacji kryzysowej można zgarnąć coś z półki, a potem podać pani w kasie papierek lub poinformować, żeby doliczyła do rachunku skonsumowaną kajzerkę). Wiadomo – dziecko głodne to dziecko złe.

Chodź z dzieckiem po sklepach, bawiąc się

Dobrze jest też zadbać o to, by wyprawa po zakupy kojarzyła się dziecku z czymś przyjemnym. Bardzo pomocna będzie tu taktyka nauki przez zabawę. Niech wypad do supermarketu stanie się wspólnym poszukiwaniem cennych artefaktów albo misją, którą możemy wykonać tylko jako zespół. Zaangażowanie dziecka jest tu bardzo ważne. Jeśli jest malutkie, opowiadajmy mu, co się dzieje. Większe prośmy, żeby pokazało palcem produkty, których szukamy. Jeszcze starsze niech włoży za nas rzeczy do koszyka, policzy, ile mamy jabłek. Zaangażowany maluch będzie miał mniej czasu na myślenie, co by tu teraz wykombinować, żeby minuty mijały szybciej.

Działajcie na jasnych zasadach

Osobiście uważam, że osoby, które projektują centra handlowe tak, by najbardziej kolorowe słodycze znajdowały się na linii wzroku maluchów, albo same nie mają dzieci, albo zwyczajnie bawi je wodzenie małych ludzi na pokuszenie. Dlatego idąc do sklepu, musisz ustalić z synem lub córką jasne zasady – uprzedź ich, na co macie czas, a na co nie, co mogą sobie wybrać, a na co tym razem nie możemy sobie pozwolić. Gdy już ustalisz reguły, bądź konsekwentna. Będziesz naprawdę zaskoczona tym, jak właściwe przygotowanie dziecka do wszelkich czynności może ułatwić ich płynne wykonanie.

Pamiętaj, by panować nad emocjami

Pamiętajmy, że dzieci to małe barometry naszych emocji. Czują nasz strach, wiedzą, kiedy jesteśmy poirytowani i się do nas dostrajają. Kiedy więc zapętlimy się wewnętrznie w złości lub irytacji, dobrze wziąć głęboki wdech i zacząć od nowa, resetując interakcję z naszym podopiecznym.

Problemy na zakupach to wielka improwizacja

Znamy życie i jesteśmy dorośli, zdajemy więc sobie sprawę z tego, że zawsze mogą wyniknąć jakieś komplikacje i sytuacje awaryjne. Wtedy pozostajemy na łasce naszych zdolności do improwizacji. Trzymając się ustalonych z dzieckiem zasad, na pewno jednak nie zbłądzimy, bo będą one stanowić wytyczne ukierunkowujące nasze wysiłki. Każdy mały urwis czasem ma gorszy dzień, a jeżeli ktokolwiek z obecnych w sklepie ośmieli się mierzyć wzrokiem nas lub nasze dziecko, oceniając nasze zdolności rodzicielskie i posłuszeństwo malucha, nie dajmy tej osobie satysfakcji – nie panikujmy i nie dopuszczajmy do siebie gorzkiego poczucia porażki. Róbmy dalej swoje – dajemy radę lepiej, niż może nam się w kryzysowej chwili wydawać!

Sprawdź również: Nie tylko bazyliszek. Szlakiem polskich legend


image

Weronika Edmunds

Dziennikarka

Dziennikarką została dzięki zdolności słuchania i opowiadania. Tłumaczka i magister przekładoznawstwa. Często przytacza ulubiony cytat z M. Ondaatje: „Słowa, Caravaggio. Słowa mają moc”.

Previous post
Next post
Powiązane posty